Gwizdek i ławka

Londyn, Hyde Park, maj 2012
Londyn, Hyde Park, maj 2012 MLP
Żyję na gwizdek. No niby banał – wiadomo – wszyscy się spieszymy, mamy ściśle zaplanowane dni, więc metaforycznie żyjemy „na gwizdek”. Ale mnie chodzi o dosłowne rozumienie tego zdania. Ciągle coś na mnie gwiżdże. No i ja wtedy wykonuję kolejną jakąś czynność.

Gwiżdże na mnie mój telefon, bo dzwoni, włącza przypominacze, pokazuje sms-y. W ciągu dnia pracy – szał gwizdania. Przychodzę do domu i zaczyna na mnie gwizdać zmywarka, pralka i jakieś inne urządzenia, których czasem z resztą nie mogę zlokalizować.
Mam wrażenie, że do Euro przygotowana jestem pod tym względem lepiej niż nasza Kadra Narodowa – świetnie bowiem działam na gwizdek. Próbowałam ostatnio pogadać z pewnym sympatycznym, a do tego niegłupim człowiekiem w kawiarni i się nie dało, bo jemu i mi ciągle coś gwizdało. Jak już pracowicie wyłączyliśmy wszystkie gwizdki – o ironio – zaczęły gwizdać urządzenia kawiarniane.

W sumie się do owego gwizdania przyzwyczaiłam – nie muszę pamiętać – samo zagwiżdże. Właściwie nie bardzo nawet zdaję sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia mam w życiu przegwizdane. Uświadomiłam to sobie dopiero kilka dni temu – biegałam Londynie (bo odzywały się kolejne gwizdki) – ale byłam tam z kimś, kto akurat mógł sobie pozwolić na chwilowe wyłączenie gwizdek-diwajsów i autentycznie spacerował po tym pięknym mieście, podziwiając, zachwycając się, przypominając sobie „swoje miejsca” (bo ten ktoś zna Londyn dobrze), a czasem odkrywając zmiany. No i w końcu udało mi się na chwilę przystanąć, rozejrzeć się dookoła i zauważyć, że bardzo sobie idę po przyjemnym parku. Nawet na ławeczce usiadłam. Przypomniało mi się, że ja ten Londyn to przecież bardzo lubię, bo on piękny i malowniczy i uroczy. Posyłam Państwu zatem ławeczkę z Hyde Parku i zapraszam do „przysiądnięcia”. Ławeczka zupełnie nie gwiżdże, za to - jak się przyjrzeć – opowiada całkiem chyba romantyczną historię.
Trwa ładowanie komentarzy...